Strona internetowa bardzo często powstaje za późno, za szybko albo bez jasnej decyzji, jaką rolę ma pełnić w biznesie. Ma „być ładna”, „pokazywać ofertę” i „dobrze wyglądać na telefonie”. To ważne, ale niewystarczające. Jeśli strona internetowa ma wspierać sprzedaż, budować zaufanie i porządkować komunikację z klientem, trzeba potraktować ją jak projekt marketingowy, a nie jak zadanie graficzne do odhaczenia. Dopiero wtedy można świadomie zaplanować strategię strony internetowej: jej cel, strukturę, treści, ścieżkę użytkownika, elementy TOFU, MOFU i BOFU oraz sposób mierzenia skuteczności po wdrożeniu.
Spis treści
Strona internetowa nie jest wizytówką.
Nie jest też ozdobą, którą „wypada mieć”, bo konkurencja ma. Nie powinna być zbiorem przypadkowych zakładek, kilku ładnych zdjęć i ogólnego opisu firmy. Jeśli ma realnie wspierać biznes, trzeba spojrzeć na nią inaczej.
Strona internetowa jest projektem marketingowym.
Ma cel. Ma odbiorców. Ma zakres. Ma strukturę. Ma treści, które powinny prowadzić użytkownika przez konkretny proces decyzyjny. Ma też swoje ryzyka, ograniczenia, interesariuszy i mierniki skuteczności.
Dlatego rozmowa o stronie nie powinna zaczynać się od pytania: „jaki kolor ma mieć przycisk?”. Powinna zaczynać się od pytania: „jaką decyzję klient ma podjąć po kontakcie z tą stroną?”.
Czy ma zrozumieć ofertę? Czy ma zaufać firmie? Czy ma wysłać zapytanie? Czy ma zapisać się na konsultację? Czy ma pobrać materiał? Czy ma porównać kilka wariantów usługi? Czy ma wrócić do tematu za kilka tygodni, kiedy będzie gotowy do decyzji?
Dopiero kiedy znamy odpowiedź, można sensownie zaplanować strukturę strony, treści, ścieżkę użytkownika, formularze, CTA, sekcje z dowodami zaufania i sposób mierzenia efektów.
Bez tego strona bardzo łatwo staje się projektem graficznym, a nie narzędziem biznesowym.
Strona jako centrum komunikacji z klientem
Dziś klient rzadko podejmuje decyzję po jednym kontakcie z marką. Zwykle najpierw zobaczy post na LinkedIn, reklamę, polecenie, komentarz, artykuł, wypowiedź w podcaście albo fragment rozmowy w mediach społecznościowych. Potem zaczyna sprawdzać, czy za tą komunikacją stoi coś więcej.
I bardzo często trafia wtedy na stronę internetową.
To właśnie tam próbuje poukładać sobie obraz firmy lub eksperta. Chce zrozumieć, czym dokładnie się zajmujesz, komu pomagasz, jak pracujesz, jakie problemy rozwiązujesz i czy jesteś osobą lub firmą, z którą warto porozmawiać.
W przypadku marki osobistej strona porządkuje to, co na LinkedIn często pojawia się fragmentarycznie. Na profilu klient widzi pojedyncze posty, komentarze, aktywność, doświadczenie i styl komunikacji. Na stronie powinien zobaczyć pełniejszy obraz: ofertę, proces, specjalizację, przykłady, wartości, sposób współpracy i kolejny krok.
W przypadku firmy mechanizm jest podobny. Różni się tylko skala. Dochodzi więcej interesariuszy, więcej usług, więcej osób zaangażowanych w komunikację i często dłuższy proces decyzyjny. Ale zasada pozostaje taka sama. Strona ma pomóc klientowi przejść od zainteresowania do lepszego zrozumienia, a potem do decyzji o kontakcie.
Jeśli strona tego nie robi, część wysiłku wkładanego w marketing zwyczajnie się rozprasza.
Możesz publikować dobre treści. Możesz prowadzić reklamy. Możesz mieć aktywny profil na LinkedIn. Możesz być polecana przez klientów. Ale jeśli osoba, która wejdzie na stronę, nie rozumie oferty, nie widzi konkretu i nie wie, co zrobić dalej, trudno oczekiwać, że sama „domyśli się” wartości współpracy.
Strona internetowa jest więc jednym z kluczowych punktów styku w całym ekosystemie komunikacji. Nie działa w oderwaniu od LinkedIna, newslettera, reklam, webinarów czy działań sprzedażowych. Ona powinna je spinać.
Strona nie zastępuje sprzedaży, ale może być wirtualnym handlowcem
Dobrze zaprojektowana strona internetowa nie zastępuje sprzedaży. Nie zbuduje relacji za człowieka, nie przeprowadzi złożonej negocjacji i nie odpowie na każdą indywidualną obiekcję klienta.
Może jednak pełnić rolę wirtualnego handlowca.
Nie w sensie nachalnej automatyzacji. Chodzi o coś znacznie prostszego i bardziej praktycznego. Strona powinna odpowiadać na najważniejsze pytania, które klient zadałby handlowcowi, konsultantowi, ekspertowi albo właścicielowi firmy podczas pierwszej rozmowy.
Czym dokładnie się zajmujesz? Dla kogo jest Twoja usługa? Jaki problem rozwiązujesz? Jak wygląda proces współpracy? Co wchodzi w zakres usługi? Czego klient może się spodziewać? Ile trwa współpraca? Od czego zależy cena? Jakie są kolejne kroki? Jakie masz doświadczenie? Dlaczego klient miałby zaufać właśnie Tobie? Co odróżnia Twoje podejście od innych?
Jeśli tych odpowiedzi brakuje, klient musi wykonać dodatkową pracę. Musi napisać, zadzwonić, dopytać albo samodzielnie poskładać sens oferty z różnych fragmentów. Część osób to zrobi. Część nie. Część odłoży decyzję. Część wróci do wyszukiwarki. Część wybierze kogoś, kto wyjaśnił swoją ofertę prościej.
Dobra strona odciąża sprzedaż z podstawowych wyjaśnień. Porządkuje ofertę, odpowiada na powtarzalne pytania i przygotowuje klienta do rozmowy. Dzięki temu rozmowa handlowa nie zaczyna się od tłumaczenia wszystkiego od zera, tylko z wyższego poziomu świadomości.
To ma duże znaczenie szczególnie w usługach eksperckich, B2B, doradztwie, marketingu, HR, technologiach, projektach stron internetowych i wszystkich obszarach, w których klient nie kupuje impulsywnie. On musi zrozumieć, z czym ma do czynienia.
A strona powinna mu w tym pomóc.
Klient nie zawsze jest gotowy do zakupu
Jednym z częstych błędów przy projektowaniu stron internetowych jest założenie, że każdy użytkownik jest na tym samym etapie decyzji.
Nie jest.
Jedna osoba dopiero rozpoznaje problem. Wie, że coś nie działa, ale jeszcze nie umie tego nazwać. Inna porównuje dostępne rozwiązania. Ktoś inny ma już budżet, potrzebę i termin, ale szuka potwierdzenia, że trafił w dobre miejsce.
Dlatego skuteczna strona nie powinna prowadzić wszystkich jedną, sztywną ścieżką.
Powinna uwzględniać różne poziomy gotowości klienta. W marketingu często mówi się o treściach TOFU, MOFU i BOFU.
TOFU, czyli top of the funnel, to treści dla osób, które są na początku procesu. One dopiero rozpoznają temat, szukają edukacji, próbują zrozumieć problem i nazwać swoją sytuację. Na stronie mogą to być artykuły blogowe, poradniki, materiały edukacyjne, słowniki pojęć, checklisty albo treści wyjaśniające kontekst.
MOFU, czyli middle of the funnel, to etap porównywania i pogłębiania. Klient już wie, że problem istnieje, ale potrzebuje lepiej zrozumieć możliwe rozwiązania. Tu ważne są opisy usług, porównania wariantów, case studies, przykłady wdrożeń, sekcje FAQ, omówienie procesu i pokazanie sposobu pracy.
BOFU, czyli bottom of the funnel, to etap bliski decyzji. Klient potrzebuje konkretu. Chce wiedzieć, jak zacząć, jak wygląda kontakt, co obejmuje oferta, jakie są warunki, jakie są następne kroki i czy może zaufać wykonawcy. Tu pracują formularze, zapisy na konsultację, precyzyjne CTA, referencje, dowody doświadczenia, proces współpracy i jasne informacje sprzedażowe.
Dobra strona nie zakłada, że każdy użytkownik od razu kliknie „skontaktuj się”. Ona prowadzi różne osoby różnymi ścieżkami.
Niezdecydowanego klienta może skierować do artykułu, który pomoże mu lepiej zrozumieć problem. Osobę porównującą rozwiązania może zaprowadzić do opisu procesu lub case study. Klienta gotowego do rozmowy powinna szybko doprowadzić do formularza, kalendarza albo danych kontaktowych.
To właśnie odróżnia stronę zaprojektowaną strategicznie od strony, która tylko „ładnie wygląda”.
Sama estetyka nie wystarczy
Wygląd strony ma znaczenie. Estetyka wpływa na pierwsze wrażenie, wiarygodność i odbiór marki. Źle zaprojektowana, chaotyczna albo przestarzała strona może obniżać zaufanie, nawet jeśli firma ma dobre kompetencje.
Ale sama estetyka nie wystarczy.
Można mieć piękną stronę, która nie sprzedaje. Można mieć dopracowany projekt graficzny, który nie prowadzi użytkownika do żadnej decyzji. Można mieć efektowne animacje, które odwracają uwagę od oferty. Można mieć modne hasła, które brzmią dobrze, ale nie mówią klientowi nic konkretnego.
Strona internetowa musi być czytelna komunikacyjnie.
Użytkownik powinien szybko zrozumieć, gdzie jest, co może tu znaleźć i czy to jest dla niego. Nie oznacza to, że wszystko ma być uproszczone do granic możliwości. Oznacza to, że treści powinny być uporządkowane zgodnie z logiką decyzji klienta, a nie zgodnie z tym, co firma chce o sobie opowiedzieć w pierwszej kolejności.
To bardzo ważna różnica.
Firmy często zaczynają od siebie. Od historii, zespołu, wartości, technologii, zaplecza, osiągnięć. To wszystko może być ważne, ale klient zwykle zaczyna od innego pytania: „czy to rozwiązuje mój problem?”.
Dopiero później pyta: „czy mogę im zaufać?”.
Strona powinna odpowiedzieć na oba pytania.
Jak użytkownik czyta stronę internetową
Użytkownik najczęściej nie czyta strony od początku do końca tak, jak czyta książkę. Skanuje. Przeskakuje wzrokiem po nagłówkach, pierwszych zdaniach, wyróżnieniach, przyciskach, grafikach, listach i sekcjach, które wydają mu się ważne.
To oznacza, że struktura strony ma ogromne znaczenie.
Nagłówki nie powinny być ozdobą. Powinny prowadzić użytkownika przez argumentację. Pierwszy ekran nie powinien być przypadkowym hasłem. Powinien jasno pokazać, gdzie użytkownik trafił i dlaczego warto zostać. Sekcje oferty nie powinny być zbiorem ogólników. Powinny odpowiadać na pytania, które klient realnie zadaje przed zakupem.
Jeśli użytkownik musi długo szukać informacji, prawdopodobnie ich nie znajdzie.
Jeśli nie rozumie, czym różnią się usługi, nie wybierze właściwej.
Jeśli nie wie, co ma zrobić dalej, nie zrobi nic.
Jeśli nie widzi dowodów zaufania, będzie ostrożny.
Jeśli treści są zbyt ogólne, nie poczuje, że oferta dotyczy jego sytuacji.
Właśnie dlatego strona internetowa powinna być projektowana nie tylko przez pryzmat wyglądu, ale też przez pryzmat decyzji użytkownika. Każda sekcja powinna mieć swoją rolę. Każdy przycisk powinien prowadzić do sensownego kroku. Każda podstrona powinna odpowiadać na konkretną potrzebę informacyjną.
Co się dzieje, gdy strona nie spełnia swojej roli
Źle zaplanowana strona generuje koszty, których często nie widać od razu.
Pierwszy koszt to koszt ruchu. Jeśli prowadzisz działania w social mediach, publikujesz na LinkedIn, inwestujesz w reklamy, wysyłasz newsletter albo pojawiasz się w wyszukiwarce, sprowadzasz ludzi do swojego ekosystemu. Jeśli po wejściu na stronę użytkownik nie znajduje odpowiedzi, część tego ruchu się marnuje.
Drugi koszt to koszt zaufania. Strona, która jest niejasna, chaotyczna albo nieaktualna, może osłabiać wiarygodność. Klient może nie powiedzieć tego wprost. Po prostu nie napisze.
Trzeci koszt to koszt sprzedaży. Jeśli strona nie wyjaśnia podstaw, każda rozmowa handlowa zaczyna się od tych samych pytań. Handlowiec, właściciel albo konsultant musi wielokrotnie tłumaczyć rzeczy, które mogłyby być jasno opisane na stronie.
Czwarty koszt to koszt operacyjny. Brak uporządkowanej oferty, brak procesu współpracy, brak odpowiedzi na częste pytania i brak dobrych formularzy oznaczają więcej chaosu w komunikacji z klientami.
Piąty koszt to koszt decyzji. Jeśli nie masz analityki, nie wiesz, które treści działają, gdzie użytkownicy odpadają, jakie podstrony wspierają zapytania i które elementy strony wymagają poprawy.
To dlatego strona internetowa nie powinna być traktowana jako jednorazowe zadanie do odhaczenia. To projekt, który trzeba dobrze zaplanować, wdrożyć, przetestować i później optymalizować.
Strona internetowa jako projekt
Jeśli spojrzymy na stronę jak na projekt, rozmowa od razu staje się bardziej konkretna.
Nie pytamy tylko, jak strona ma wyglądać.
Pytamy, jaki ma mieć cel.
Czy celem jest budowanie wizerunku eksperta? Generowanie zapytań? Lepsze wyjaśnienie oferty? Wsparcie sprzedaży B2B? Edukacja rynku? Zebranie leadów? Rekrutacja? Prezentacja portfolio? Uporządkowanie komunikacji po zmianie pozycjonowania?
Bez jasnego celu trudno ocenić, czy strona jest skuteczna.
Potem trzeba określić zakres. Jakie podstrony są potrzebne? Jakie treści muszą powstać? Jakie funkcje są naprawdę konieczne? Czy potrzebny jest blog? Czy potrzebne są case studies? Czy strona ma mieć formularze, zapisy na konsultacje, integrację z newsletterem, materiały do pobrania, katalog usług, wersje językowe?
Zakres jest jednym z najważniejszych elementów projektu strony. Jeśli nie zostanie dobrze opisany, projekt bardzo szybko zaczyna się rozrastać. Dochodzą nowe pomysły, dodatkowe podstrony, kolejne sekcje, zmiany w treściach, elementy „przy okazji” i funkcje, które na początku wydawały się drobiazgiem.
W praktyce to właśnie brak dobrze określonego zakresu jest jedną z częstszych przyczyn opóźnień, frustracji i przekroczenia budżetu.
Kolejny element to interesariusze.
W projekcie strony zwykle uczestniczy więcej osób, niż wydaje się na początku. Właściciel firmy, marketing, sprzedaż, zarząd, ekspert merytoryczny, copywriter, UX designer, grafik, deweloper, SEO specialist, osoba odpowiedzialna za analitykę, a czasem także prawnik lub dział compliance.
Każda z tych osób może mieć inną perspektywę. Sprzedaż chce więcej konkretów. Marketing chce spójności komunikacyjnej. Zarząd chce prestiżu. SEO wymaga struktury i treści. UX patrzy na użytkownika. Deweloper patrzy na techniczne możliwości. Klient końcowy chce zrozumieć, czy to jest rozwiązanie dla niego.
Dobry projekt strony musi te perspektywy uporządkować.
Nie chodzi o to, żeby każdy dodał coś od siebie. Chodzi o to, żeby wszystkie decyzje wspierały cel strony.
Ryzyka w projekcie strony internetowej
Projekt strony internetowej ma swoje ryzyka. I warto mówić o nich wcześniej, zanim staną się problemem.
Jednym z największych ryzyk jest brak treści. Bardzo często projekt graficzny rusza, struktura jest zaplanowana, terminy są ustawione, ale brakuje materiałów. Nie ma opisów usług, zdjęć, case studies, biogramów, referencji, informacji o procesie, odpowiedzi na pytania klientów.
Drugie ryzyko to niejasna oferta. Jeśli firma sama nie wie, jak opisać swoje usługi, strona tego nie naprawi. Może wręcz pokazać problem jeszcze wyraźniej. Dlatego praca nad stroną często staje się pracą nad strategią komunikacji, pozycjonowaniem i sposobem sprzedaży.
Trzecie ryzyko to rozrost zakresu. Na początku strona miała mieć pięć podstron, potem dochodzi blog, baza wiedzy, dodatkowy landing, integracja, kolejna wersja językowa, rozbudowane formularze i sekcja z materiałami do pobrania. Każdy element może mieć sens, ale powinien być świadomą decyzją projektową, a nie przypadkowym dopiskiem.
Czwarte ryzyko to brak decyzyjności. Jeśli nikt nie wie, kto zatwierdza treści, projekt, strukturę i zakres, prace zaczynają krążyć. Zespół poprawia, czeka, wraca do poprzednich wersji, dopisuje nowe elementy i traci rytm.
Piąte ryzyko to brak analityki. Strona zostaje opublikowana, ale nikt nie sprawdza, co dzieje się później. Nie wiadomo, ile osób odwiedza kluczowe podstrony, które CTA są klikane, skąd przychodzą użytkownicy, czy formularze działają i które treści wspierają zapytania.
To nie są szczegóły techniczne. To elementy zarządzania projektem.
Jak mierzyć skuteczność strony internetowej
Skuteczności strony nie mierzy się wyłącznie tym, czy „podoba się” właścicielowi firmy.
Oczywiście, strona powinna być estetyczna i zgodna z marką. Ale jeśli ma pełnić funkcję biznesową, trzeba patrzeć na dane.
W zależności od celu projektu można analizować między innymi liczbę zapytań z formularza, kliknięcia w przyciski CTA, przejścia do kalendarza, pobrania materiałów, zapisy na newsletter, wejścia na podstrony ofertowe, czas zaangażowania, źródła ruchu, zachowanie użytkowników na stronie, konwersje z kampanii reklamowych i jakość leadów.
W przypadku marki osobistej warto patrzeć także na połączenie strony z LinkedInem. Czy osoby z profilu przechodzą na stronę? Jakie treści klikają? Czy artykuły wspierają zapytania? Czy strona rozwija tematy, które pojawiają się w postach? Czy użytkownik po wejściu ze strony profilu trafia w miejsce, które wzmacnia jego zaufanie?
W przypadku firmy dochodzi jeszcze więcej punktów styku. Reklamy, SEO, newsletter, sprzedaż, wydarzenia, webinary, polecenia, publikacje eksperckie, działania PR. Strona powinna być miejscem, w którym te działania się spotykają, a nie osobnym bytem oderwanym od reszty marketingu.
Dane nie są po to, żeby komplikować projekt. Są po to, żeby podejmować lepsze decyzje.
Jeśli użytkownicy wchodzą na stronę, ale nie klikają w CTA, trzeba sprawdzić, czy oferta jest jasna i czy wezwanie do działania pojawia się w dobrym momencie.
Jeśli czytają artykuły, ale nie przechodzą dalej, warto zaplanować lepsze linkowanie wewnętrzne.
Jeśli odwiedzają podstronę usług, ale nie wysyłają zapytań, być może brakuje konkretów, procesu, dowodów zaufania albo odpowiedzi na obiekcje.
Jeśli formularz jest rzadko wypełniany, być może jest zbyt długi, źle umieszczony albo nie daje użytkownikowi poczucia, co wydarzy się po jego wysłaniu.
To jest dokładnie ten moment, w którym strona przestaje być „ładnym projektem”, a zaczyna być narzędziem do zarządzania komunikacją i sprzedażą.
Strona w ekosystemie marki osobistej
W marce osobistej strona internetowa pełni szczególną rolę.
LinkedIn bardzo dobrze sprawdza się w budowaniu rozpoznawalności, relacji, zaufania i regularnego kontaktu z odbiorcami. Pozwala pokazywać sposób myślenia, komentować tematy branżowe, edukować, dzielić się doświadczeniem i stopniowo pozycjonować się w roli eksperta.
Ale LinkedIn nie porządkuje całej oferty za Ciebie.
Profil ma swoje ograniczenia. Posty żyją w określonym rytmie. Treści są rozproszone. Osoba, która trafia na Twój profil dzisiaj, niekoniecznie zobaczy najlepszy artykuł sprzed trzech miesięcy. Nie zawsze łatwo znajdzie opis usługi, proces współpracy, przykłady realizacji albo odpowiedź na konkretne pytanie.
Strona może to uporządkować.
Może zebrać w jednym miejscu najważniejsze elementy Twojej marki osobistej: specjalizację, ofertę, doświadczenie, artykuły, sposób pracy, tematy, w których pomagasz, proces współpracy i możliwość kontaktu.
Dzięki temu LinkedIn może budować zainteresowanie, a strona może pomagać w przejściu do kolejnego etapu.
To nie jest wybór: LinkedIn albo strona.
To jest pytanie o to, jak oba elementy pracują razem.
Od wizytówki do narzędzia
Największa zmiana w myśleniu o stronie internetowej polega na odejściu od traktowania jej jak statycznej wizytówki. Sama informacja o tym, że firma istnieje, czym się zajmuje i jak można się z nią skontaktować, to dziś za mało. Klient, który trafia na stronę, zwykle nie szuka wyłącznie danych kontaktowych. Szuka potwierdzenia, że jest w dobrym miejscu, że jego problem został dobrze rozpoznany i że po drugiej stronie jest ktoś, kto potrafi przeprowadzić go przez kolejne kroki.
Dlatego strona powinna nie tylko prezentować firmę lub eksperta, ale też porządkować proces komunikacji. Ma wyjaśniać ofertę, pokazywać kontekst współpracy, odpowiadać na najważniejsze pytania i prowadzić użytkownika do decyzji, którą w danym momencie jest gotowy podjąć. Czasem będzie to wysłanie zapytania, czasem zapis na konsultację, a czasem przeczytanie artykułu, pobranie materiału lub powrót do tematu po kilku dniach.
Jeśli strona ma wspierać sprzedaż, markę osobistą albo rozwój firmy, nie można jej traktować jak projektu pobocznego. Nie wystarczy zlecić „ładnej strony” i liczyć, że sama zacznie działać. Trzeba zaplanować ją tak, jak planuje się projekt marketingowy: od celu, przez zakres, treści, strukturę, odpowiedzialności i wdrożenie, aż po analizę danych i optymalizację.
Od tego warto zacząć projekt strony
Jeśli planujesz stworzenie nowej strony albo przebudowę obecnej, nie zaczynaj od inspiracji graficznych. One będą potrzebne, ale później.
Na początku odpowiedz na kilka prostych pytań.
Jaki cel ma realizować strona? Do kogo dokładnie mówisz? Jaką decyzję użytkownik ma podjąć po kontakcie ze stroną? Jakie pytania zadałby handlowcowi albo konsultantowi? Jakie obiekcje pojawiają się przed zakupem? Jakie treści są potrzebne osobie na początku procesu decyzyjnego? Jakie treści są potrzebne osobie, która porównuje rozwiązania? Jakie treści są potrzebne osobie gotowej do kontaktu? Jakie dowody zaufania możesz pokazać? Jakie dane będziesz analizować po wdrożeniu?
Te pytania są mniej efektowne niż wybór kolorów, fontów i animacji. Ale to one decydują, czy strona będzie realnie wspierać biznes.
Bo dobra strona internetowa nie zaczyna się od projektu graficznego.
Zaczyna się od zrozumienia klienta, celu i procesu decyzyjnego.
Podsumowanie
Strona internetowa jest jednym z najważniejszych punktów komunikacji z klientem. Nie dlatego, że „każda firma musi mieć stronę”. Dlatego, że to często właśnie tam klient porządkuje informacje, sprawdza wiarygodność, porównuje rozwiązania i podejmuje decyzję, czy chce zrobić kolejny krok.
Dobrze zaprojektowana strona działa jak wirtualny handlowiec. Odpowiada na najważniejsze pytania, wyjaśnia ofertę, prowadzi użytkownika przez różne etapy gotowości, buduje zaufanie i odciąża sprzedaż z podstawowych rozmów.
Ale żeby tak działała, nie może być traktowana jak wizytówka.
Musi być potraktowana jak projekt.
Z celem, zakresem, strukturą, odpowiedzialnościami, treściami, ryzykami, KPI i planem optymalizacji po wdrożeniu.
To pierwszy tekst z serii o zarządzaniu projektem strony internetowej. W kolejnych artykułach pokażę, jak przejść przez ten proces krok po kroku: od określenia celu strony, przez przygotowanie zakresu i struktury, aż po współpracę z zespołem, wdrożenie, testy i analizę efektów.
Jeśli planujesz stworzenie strony internetowej albo czujesz, że obecna strona nie wspiera Twojej sprzedaży tak, jak powinna, warto zacząć nie od pytania „co zmienić na stronie?”, ale od pytania „jaką rolę ta strona ma pełnić w całym projekcie marketingowym?”


